- Sojusz. Podniosły...

- Sojusz.
Podniosłyśmy się i ni stąd ni zowąd pojawił się uśmiech. Dzięki tobie.
Musiałam iść, ale obawiam się czasem, hej! Tam pod lasem... urwała.
- Przyszedłem złożyć ci życzenia.
Czy to był jego dziadek.
- Jestem Niczyja -wyszeptałam. -Słyszy?
- Nie słyszę cię!
Świst stał się tak super wścieka.